Marcin3M – 2676km dookoła Polski

Na początku był pomysł

Witam wszystkich forumowiczów! Pomysł objechania Polski dookoła zakiełkował w mojej głowie po przeczytaniu relacji, jaką napisał Whisky. W tym czasie, a było to dobrych kilka lat temu, mój motocykl był w trakcie remontu. Pozostało uzbroić się w cierpliwość i czekać.

Zanim przejdziemy do samego wyjazdu chciałbym się z Wami podzielić historią mojego motocykla. Myślę, że może to być zachęta dla niektórych z Was, ponieważ uważam, że zakres prac przeprowadzonych przy sprzęcie nie wykracza ponad to, co prawie każdy nowy nabywca ruska jest zmuszony wykonać. Ja prace przeprowadziłem bazując na częściach oryginalnych, ale o tym za chwilę.

Sprzęta kupiłem z Celestynowa

… od sprzedającego, który jest znany z Allegro jako Russian_Boxers. Miało być pięknie, nowy Dniepr z napędem…….i rzeczywiście, na liczniku 42km przebiegu, silnik zakonserwowany fabrycznie, komory spalania zalane do pełna olejem.

Wyszło jednak jak zwykle, ponieważ do cylindra od strony kosza dostała się woda i strona ta zardzewiała unieruchamiając silnik.

To, że sprzęt przestał wg sprzedającego 15 lat na dworze (u niego był nakryty maską od Warszawy) jakoś mnie nie przerażało, powiem więcej, całość pokryła się szlachetną patyną (czytaj rdza), która do dziś cieszy moje oczy.

http://forum.redmotorz.eu

Dzień zero, piątek 01.07.11, stan licznika pod domem: 15991km

Dzień pierwszy, sobota 02.07.11, od domu 114km

Pobudka 6.30. Po śniadaniu i zapakowaniu motocykla staruję w kierunku Zgorzelca. Pogoda dopisuje – nie ma opadów. Przed Zgorzelcem spotykam się z Tytusem,

Dzień drugi, niedziela 03.07.11, od domu 566km

Wstaję rano, pogoda jest stabilna, chmurzy się i pada. Na śniadanie zostaję uraczony ciastem z wesela, zapijam wszystko kawą i między kroplami padającymi z nieba ruszam do, jak się miało okazać, najdłuższego etapu. Tym razem nie popełniam wczorajszego błędu, ubieram się cieniej i po założeniu kombinezonu mogę go szczelnie zapiąć pod kaskiem. Pomimo deszczu nie nabieram już wody. Od tego etapu jadę też w pełnym integralnym kasku. Muszę tutaj powiedzieć, że wystartowałem ok. 6.30 i świadomość, że jestem na urlopie, jest wcześnie rano, a ja nie mam nic innego do roboty i mogę jechać, jechać i jechać, była po prostu bezcenna .

Docieram do Słupska, tankuję paliwo, wysyłam smsy i jadę dalej na spotkanie z kolejnym forumowiczem – Frytą. Kolegę zauważam już z daleka,

Dzień trzeci, poniedziałek 04.07.11, od domu 1090km

Wstaję rano, jem śniadanie

 

Dzień czwarty, wtorek 05.07.11, od domu 1563km

Na drugi dzień oczywiście pada i nawet nie zanosi się na jakąkolwiek poprawę. Po krótkim poszukiwaniu znajduję wreszcie usterkę – pęknięty, brzęczący tłumik. Z tej radości i zmęczenia postanawiam nie jechać dalej i robię jeden dzień przerwy.

W trzy dni zrobiłem 1563km J J J

Dzień piaty, środa 06.07.11, od domu 1563km

Po nabraniu sił ruszam dalej. Na dziś planuję dojechać do Leżajska w woj. podkarpackim. Jest to dość krótki OS, ok. 170km. Do celu docieram około 13.00. Wspomnę jeszcze tylko, że cały czas padało, bo jakże mogłoby być inaczej – standard. Z Leżajska pochodzi moja Mama, mam tutaj sporą rodzinę. Odwiedzam kogo się da, kończę nocne Polaków rozmowy ok. 2.00 w nocy .

Dzień szósty, czwartek 07.07.11, od domu 1740km

Startuję w deszczu, kierunek Przeworsk, gdzie czeka na mnie kolega Prezes z częściami do amortyzatora ciernego. Od Giżycka jadę z uszkodzonym amorkiem, po prostu nie trzyma, za to ja trzymam mocno kierownicę J starając się jechać 65-70km/h, poniżej tej prędkości mam darmową siłownię.

Z relacji prezesa wynika, że od kilku dni u nich pada, jest jednak nadzieja na poprawę pogody w Przeworsku, podobno w miejscowościach, które minąłem, od razu zaczyna świecić słońce .

Jedna fota przy montażu dostarczonych części

 

Dzień siódmy, piątek 08.07.11, od domu 2194km

W Sosnowcu jakoś nie mogłem spać, może dlatego, że motor był na parkingu strzeżonym, a nie w zasięgu mojej ręki? A może z powodu starszej Pani w szlafroku wyglądającej jak sprzątaczka, która przyjęła sprzęta na parking? Gdy zapytałem o pokwitowanie, ona odbiła pytaniem: Po co Panu pokwitowanie??? Nie ma Pan do mnie zaufania???? Zbaraniałem, ale bez pokwitowania nie wyszedłem. Odebrałem motor rano ok.7.00, był cały i zdrowy . Na parkingu czekała na mnie informacja z numerem telefonu dwóch osób chcących kupić mojego Dniepra!

O 12.30 ruszam do ostatniego etapu. Wybrałem jazdę po autostradzie, ponieważ jadąc po niej w godzinę przejeżdżam ok. 67km. Na drogach krajowych/wojewódzkich ta średnia spada do ok. 50km w ciągu godziny.

Jest piękna słoneczna pogoda, zaliczam jeden mały deszczyk w okolicach Rudy Śląskiej, dalej już tylko po suchym. Na 100km przed Wrocławiem odpada tłumik (wibracje od źle wycentrowanego koła zapasowego, które wymieniałem w okolicach Sanoka), wlekę go po autostradzie na kawałku obejmy.

Na poboczu wykonuję solidna naprawę za pomocą najlepszego wynalazku XX wieku, tłumik powiązany na opaski z tworzywa sztucznego nie sprawiał więcej problemów. Jedyny problem to hałas, odpadł króciec, na który wchodził banan prawego gara (wydech 2w1) i teraz dmucha on prosto do otaczającej przyrody J

Docieram do Wrocławia, wysyłam info do chłopaków z Forum i jadę dalej. Około 80km przed Zgorzelcem zauważam w lusterku radiowóz jadący za mną całe 75km/h. Nie musiałem długo czekać, panowie zaprosili mnie za pomocą sygnalizacji świetlno-dźwiękowej na krótką pogawędkę. Podążając za nimi staram się oszczędnie dodawać gazu, gaszę zanim wysiądą z wozu. Na pytanie dokąd Pan jedzie? udzielam standardowej odpowiedzi wskazując na mapkę . I tutaj miła niespodzianka, pełne wsparcie rzekłbym nawet…..po krótkiej kontroli żegnamy się motocyklowym pozdrowieniem ku zdziwieniu następnego uczestnika ruchu czekającego już w kolejce

 

Pętla dookoła Polski wyniosła więc 2399km

Po krótkiej wizycie w zgorzeleckim szpitalu, gdzie naprawiono mi lewe oko (oberwałem kamykiem spod pędzącego Tira) jadę z Kusym do Alicji, a następnie do Jagodzina.

Tutaj czuję się jak bym już był u siebie w domu . Wielkie dzięki Kusy i Alicja!

Dzień ósmy, sobota 09.07.11, od domu 2573km

Poranek wita mnie słońcem, dziś mały żabi skok Jagodzin-Grodziec Mały, ok. 100km. Ten odcinek jadę na pełnym luzie uśmiechając się do siebie . Cały i zdrowy dojeżdżam do domu około południa przejeżdżając w sumie 2676km.

Był to dla mnie bardzo ciekawy, spędzony na motocyklu tydzień. Nabrałem szacunku do mojego Dniepra, którym mogę teraz pojechać bez obaw praktycznie wszędzie.

Na koniec zachęcam wszystkich, którzy się wahają, do podjęcia wyzwania, jakim jest taka podróż. Nasi forumowicze są rozrzuceni praktycznie po całej Polsce, każdy jest chętny pomóc w potrzebie! A więc kto następny??? Tym razem ja będę mógł dopingować! Pozdrawiam Wszystkich serdecznie!

Autor relacji i zdjęć – Marcin z okolic Głogowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *