Turystyka i relacje

Krym 2013 – relacja Galara

Plan wyjazdu na Krym świtał mi w głowie od paru lat. Byłem co prawda w 2005 r w Odessie, no ale to nie Krym. Kiedy przeczytałem wiosną post Marcina3M pomyślałem, a może bym dołączył? Ponieważ nie byłem pewien czy uda mi się ustawić tak robotę abym miał w wakacje 1,5 miesiąca wolnego nie nękałem Marcina swoim pomysłem. Na początku lipca wszystko było jasne. Wolne będę miał od połowy lipca. Dzwonię do Marcina i następują pierwsze uzgodnienia. Mamy jechać w cztery zaprzęgi. Marcin jego dwóch kolegów i ja. Dodatkowo dołącza się mój kolega z pracy na Magnie i Edek z W-wy (posiadacz nie do końca pewnego MT-16) na Paneuropie. Jak to w życiu bywa im bliżej wyjazdu ekipa się kurczy. Wreszcie pozostaje Edek, Jackobi (którego namówiłem na wyjazd na lipcowym rajdzie płockim) no i ja z Michałem.
Po uzgodnieniu wstępnej trasy 15.08. mamy wszyscy spotkać się około 15 u Kozichwosta w okolicach Tarnobrzega. Z Edkiem umawiam się o 10.30 na obrzeżach Warszawy. Po dojeździe na umówione miejsce stwierdzam, że skończyły mi się klocki w przednim hamulcu. Wymiana na nowe i po małych trudnościach z zaciskiem ruszamy po 50 min. Drogę wyznacza nam gps i sprytnie ładuje nas drogą przez Kazimierz Dolny. A tam jak to zwykle w święto masakra. Korek, przebudowa małego mostu, tniemy pod prąd. Edek na przedzie pilotuje mój zaprzęg. Bocznymi drogami docieramy do Annopola. Wyjeżdżając z bocznej drogi ja mu w gaz a on stoi. Szybka diagnoza. Urwany zabierak w skrzyni biegów. Ponieważ to nie pierwszy raz zapasowy leży w koszu. Wymiana na chodniku i podążamy dalej. Już wiadomo, że na 15 na pewno nie dojedziemy. W Sandomierzu tankowanie., Start spod dystrybutora a zestaw ledwo jedzie. Drugi bieg to samo. Ale działa trzeci i czwarty. Od razu domyślam się przyczyny awarii, ścięte kliny na wałku zdawczym trzymające bieżnię przesuwki.

004

Jakoś dojeżdżamy do Kozichwosta. Tam już czeka Jackobi z Asią. Krótka dyskusja i skrzynia biegów ląduje na stole. Jacek ma kompletne wałki, ja dyfer w częściach.

004

Prace trwają do późnych godzin nocnych. Rano szybki montaż dyfra, koła i po godzi 8 ruszamy na granicę. Znów gps prowadzi nas lekko krętymi drogami ale udaje nam się dojechać do przejścia granicznego w Korczowej. Odprawa odbywa się, jak na wschodzie warunki, dosyć szybko. Nie ma już zbytniej biurokracji po stronie ukraińskiej. Udajemy się na najbliższą stację aby zatankować maszyny trochę tańszą benzyną i dokonać wymiany pieniędzy.

004

Paliwo 92 kosztuje 10,60 HR, a 95 11,30 HR (1 Rh~0,40 zł). Na większości stacji można płacić kartą.
Jako, że straciliśmy trochę czasu na moje naprawy prujemy co sił w stronę Tarnopola. Pojechaliśmy drogą H09 przez Rohatyń. Zdecydowanie nie polecam. Ostrzegano nas, ale co my ruskimi maszynami nie damy rady. Daliśmy tylko była to droga przez mękę. Jakoś udaje nam się dojechać pod Tarnopol. Szybkie zakupy i znajdujemy nocleg nad rzeką bez nurtu. Kosztujemy lokalnego piwa (co pozostało rytuałem do końca wyjazdu) i idziemy spać, aby na następny dzień mieć siły do dalszej jazdy.

004

Sprawnie mijamy Tarnopol i jedziemy w kierunku Chmielnickiego. Po drodze w środku” czarnej dziury” stoi patrol milicji, o którym kierowcy już wcześniej ostrzegali światłami. Zwalniamy, ale mimo tego zatrzymują Jacka. „ Jechaliście 68 km/h nie jechałem 45 km/h. To proszę mi pokazać to na radarze. Ja nic nie będę pokazywał wy jesteście z Polski macie drogie motocykle to macie płacić”. I tak od Jacka wyrwali 40 HR i 10 zł. Na szczęście był to jedyny „sztraf” na parotysięcznej trasie. Po prostu jak był patrol to wlekliśmy się. Więc zawsze jakiś krewki Ukrainiec nas wyprzedzał i jego brali do boku, a my jechaliśmy dalej. W Letyczowie na przydrożnym bazarze dokonujemy zakupów. Jacek kupuje wędzonego szczupaka, a ja gruszki (10HR=4zł). Dalej pojechaliśmy przez Winnicę, Umań i dotarliśmy do drogi Kijów-Odessa. Nią pojechaliśmy około 50 km. Zaczęło zmierzchać więc na szybko znaleźliśmy nocleg pod transformatorem.

004

Już przejechaliśmy ponad 1000 km od domu więc przyszedł czas na małe przeglądy. Jacek ma lekkie przecieki ze zwolnicy, a ja z zabieraka w skrzyni. Poza tym bez awarii. Walimy dalej na południe bo to już trzeci dzień podróży a morza nie widać. Mijamy bazę rakiet taktycznych w okolicach Pierwomajska pozostawiając jej zwiedzanie na drogę powrotną. Mijamy Herzon i jedziemy w stronę Nowej Kachowki, gdzie znajduje się duża elektrownia wodna z dużym zbiornikiem wodnym. Tak więc znalezienie miejsca na nocleg nie stanowiło problemu.

004 004

No i piątego dnia dojeżdżamy do Gieniczeska leżącego u wlotu na Kosę Arabacką. Tu robimy porządne zakupy bo dalej czeka nas 20 km drogi asfaltowej i później 100 km nieustającej tarki. Jesteśmy zaprowiantowani na trzy dni.

004 004

Jedziemy do późnego popołudnia a wokół stepowy krajobraz żadnego drzewa tylko z lewej morze azowskie a z prawej wyschnięta zatoka morza czarnego. Pierwsza kąpiel w morzu. Tak ciepłej wody w morzu nigdzie nie spotkałem. Na oko 28-29 stopni. Plaża to stosy muszli bez grama piasku. Wokół wszechobecny „syf”, który będzie nam towarzyszył przez dalszą część wyjazdu. Po prostu tu nikt nie dba o porządek. Wszędzie stosy walającego się plastiku i resztek żywności. Inna sprawa że władza lokalna nie robi wiele aby ten stan zmienić. Dzień upalny ale noc dość chłodna jak to nad wodą. Efektem przejazdu przez kosę były popękane wsporniki owiewki u Jacka, a u mnie popękanie przedniego błotnika w miejscu mocowania amortyzatorów.
Następnego dnia odpuszczamy sobie Kercz zostawiając zwiedzanie tego miasta na inną okazję. Obieramy kierunek na Feodozję. Miasto założone przez osadników greckich w VI w p.n.e. Najbardziej znaną atrakcją miasta jest twierdza genueńska zbudowana w XIV w.

004 004

Dalej udaliśmy się do Sudaku. Tu też jest do obejrzenia twierdza genueńska, a właściwie jej rekonstrukcja i tu zwiedzanie jest odpłatne.

004 004 004

Za Sudakiem postanowiliśmy poszukać noclegu. Nie jest to łatwa sprawa. Po prawej stronie mamy góry a po lewej albo klif albo kawałek plaży, zastawionej samochodami i namiotami. Wygląda to tak jakby postawiono je w czerwcu i tylko mieszkający co jakiś czas się zmieniali. Wreszcie udaje się znaleźć kawałek terenu gdzie się rozbijamy.

004

Z rana w drodze do Jałty w okolicach Auszty odbijamy na Semferopol w poszukiwaniu marmurowej jaskini. Trochę czasu nam to zajęło bo jakoś ciekawe miejsca do zwiedzania są słabo oznakowane. No ale dojazd, szczególnie dla zaprzęgów miód na serce. Edek z Paneuropą pozostał tam gdzie się skończył asfalt. A my po szutrze miejscami wielkości piłek tenisowych wspinaliśmy się z naszą obsadą koszową w górę na wysokość 1070 m n.p.m. Ale było warto. Musieliśmy odczekać na naszą grupę i udaliśmy się na zwiedzanie. W środku można odnaleźć bardzo ciekawe nacieki przybierające najprzeróżniejsze formy.

004 004 004

Z powrotem tą samą drogą wróciliśmy na szlak nadmorski i udaliśmy się do Jałty. Na nocleg w Jałcie namiary miał Edek. Spaliśmy na tyłach kościoła rzymsko-katolickiego przy głównej promenadzie kurortu.

004

Jałta na wszystkich zrobiła wrażenie. Widać tu prawdziwy kurort, co odbija się nawet na cenach podstawowych produktów. Ruch wieczorem na deptaku i pasażu nadmorskim bardzo duży. Mnóstwo domorosłych artystów grających, tańczących.

004 004 004

Z rana po śniadaniu udajemy się na obrzeża Jałty do Liwadii aby obejrzeć pałac Potockich. Ciekawy ogród wokół pałacu i sam pałac pięknie położony nad brzegiem morza. W tym budynku Franklin D. Roosevelt, Winston Churchill i Józef Stalin od 4 lutego do 11 lutego 1945 r. decydowali o granicach i losie narodów Europy.

004 004

Po zwiedzeniu ruszamy w kierunku Sewastopola. Po drodze spotykamy się z Yurko, Oksaną i Maksymem.

004

Dalej razem jedziemy do Bałakławy, tajnej bazy podwodnych okrętów atomowych. Tajnej do czasu podziału ZSRR jak i również rozwoju myśli technicznej sajuza. Po prostu budowano coraz większe jednostki pływające, które nie mogły wpłynąć wydrążonym w skale tunelem. Nakład pracy włożonej w budowę tego obiektu był ogromny. Oczywiście obiekt miał być odcięty od ataku atomowego. Jednym z elementów zabezpieczenia były 120 tonowe drzwi. W sztolniach mieściły się jednostki 11 Dywizji Okrętów Podwodnych (JW 27201). Od 1959 r. Bałakława miała status garnizonu specjalnego przeznaczenia – w związku z dyslokacją w miejscowości składnicy broni nuklearnej Floty Czarnomorskiej (tzw. Obiekt 820, JW 90989).

004 004 004 004 004

Bo zwiedzeniu muzeum pojechaliśmy z Maksymem szukać noclegu. Ponieważ nie udało się zanocować w bazie rosyjskich „bajkerow” pojechaliśmy na północ za Sewastopol nad klify nadmorskie. Szybkie rozstawienie namiotów i po chwili kąpiemy się wraz z ukraińskimi przyjaciółmi w Morzu Czarnym. Jak to po kąpieli, człowiek głodny. Więc wspólna kolacja i coś na lepszy sen.

004 004 004

Yurko ze swoją ekipą wracają w kierunku Jałty, a my udajemy się do Bakczysaraju. Trochę nam czasu zajęło zaczym udało nam się dojechać do drogi wiodącej do Skalnego miasta. Po drodze mija się wykutą w skale cerkiew.

004

Dalej wspinając się cały czas lekko w górę kierujemy się do celu naszej wędrówki.

004 004

Te ww. ślady na drodze przez wieki wytarły koła wozów ówczesnych mieszkańców. Jeszcze w latach 60-tych ubiegłego stulecia ponoć mieszkali tam ludzie. Ta eskapada dała wszystkim mocno w kość i zwiedzanie pozostałych atrakcji byłej stolicy chanatu Krymskiego. Tankujemy wodę z „cudownego” źródełka i obieramy kurs nad morze w poszukiwaniu noclegu. Znajdujemy go w okolicach miejscowości Bierehove. Niestety po kozackiej jeździe z Yurko i Maksymem w dniu poprzednim, w czasie dojazdu nad morze urwała się tylna guma mocująca kosz do ramy. Nie ukrywam, że parę długich i krótkich poszło przy jej montażu ale się udało.

004

W nocy jakimś dziwnym trafem „wyparowuje” mi torebka z niezbędnikami i lekarstwami. Pies trącał niezbędniki ale lekarstwa, w związku z ostatnimi kłopotami z kręgosłupem, stanowiły dla mnie duże znaczenie.
Ale nie ma co się rozczulać i dalej zmierzamy teraz na półwysep Tarchankut. Po drodze przejeżdżamy przez Evpatorię gdzie robimy większe zaopatrzenie ponieważ dalej może być z tym ciężko.

004 004

Po drodze w Marinie robimy „dodatkowe” zakupy, rozmawiamy z tubylcem jak jechać i co ciekawego zobaczyć. Bogatsi o nowe informacje prujemy przed siebie. No daleko nie zajechaliśmy bo miejsce z zejściem nad morze znaleźliśmy dość szybko. I to parę. A to już problem. Bo jak to przysłowie mówi „osiołkowi w żłobie dano ….”
Jak zwykle najpierw kąpiel a później namioty. Schodzimy na plażę dość piaszczystą. Patrzymy a tam woda jak kryształ.

004 004

Żeby nie prażyć się tylko na plaży udajemy się około 10 km na zachód aby obejrzeć jedną z atrakcji półwyspu tzw. Duży Atliesz. Jest to wysoki klif, a w nim tunel w skale gdzie ludzie nurkują, a drudzy pływają im po głowie motorówkami. Widoki bajeczne, zepsute oczywiście wszechobecnymi śmieciami.

004 004

Do Małego Atliesz`a nie dojechaliśmy bo przy wyjeździe z parkingu chcieli od nas kasę. Jak się okazało wjechaliśmy od „d…y strony” więc nie kombinując wróciliśmy do swojego obozowiska.

004

Nad morzem wytrzymaliśmy dwa dni. Bez parasola albo innego zadaszenie po prosu nie da się tam wysiedzieć. Nawet Edek, który był głównym agitatorem pozostania parę dni nad morzem, dał sobie spokój. Rada jedyna i słuszna. Niezbędny jest sprzęt, który przynajmniej stara się zastąpić parasol.

004

Następnego dnia postanowiliśmy wracać w kierunku domu. Droga mijała spokojnie. Czasami stanęliśmy zrobić sobie fotkę.

004

Ale żeby nie było tak błogo i wesoło przed Herzonem Jacek gubi śrubę trzymającą drążek wspierający przedni zacisk hamulcowy. Dowiaduje się o tym dopiero przy hamowaniu przed rondem. Luźny zacisk pociągnięty przez tarczę hamulcową urwał przewód hamulcowy. Szybka regulacja tylnego hamulca i w drogę. Koło Nowej Odessy przejeżdżamy obok pomnika poświęconego żołnierzom radzieckim. Zrobiony jest chyba z tytanu bo świeci się jak psu ……

004

Oczywiście jak zwykle nocleg gdzieś nad wodą za Nową Odessą. Dojazd jak dla zaprzęgów jako taki, ale podziwiałem Edka na Paneuropie.

004

Na kolację miejscowe specjały.

004004

Za to rano było naprawdę nie za ciekawie. W nocy popadało i gruntowe drogi wyjazdowe z obozowiska stały się nie lada problemem dla japońskiego motocykla. Jakoś przy naszej asekuracji udało się wyjechać bez szkód. Dalej podróżowaliśmy tylko z Jackiem i Asią, bo Edek musiał jechać do domu.

Następnym punktem programu była post radziecka baza rakiet balistycznych z głowicami jądrowymi pod Pierwomajskiem. Jest to naprawdę co oglądać. Przedstawiony jest cały przekrój rakiet średniego i dalekiego zasięgu oraz sprzęt do ich transportu.

004004 004

Dalej udaliśmy się w stronę Umania. W przydrożnej knajpce między Umaniem a Winnicą ponownie spotykamy się z Yurko i Oksaną. Jemy razem obiad. Oni jadą dalej do Lwowa. My przed Winnicą znajdujemy nocleg przy torach kolejowych.
004

Rano pobudka, bo dziś musimy dojechać za Tarnopol, gdzie czeka na nas kolega Yurka, Igor, u którego mamy zamówiony miód gryczany. Za Tarnopolem łapię „kapcia” na kole od wózka. Szybka wymiana dętki i dalej w drogę.

004

Igor przywozi zamówiony miód jedynie słusznym sprzętem.

004

Po miłym spotkaniu trzeba szukać noclegu. A nie jest to bliżej granicy takie łatwe. No ale dla chcącego nic trudnego. I śpimy pod lasem 300 m od drogi z Tarnopola do Lwowa.
Ranek wita nas deszczem. Więc zbieramy się szybko nie tracąc czasu na poranne pogaduchy i śniadanie. Planujemy zjeść coś po drodze. „Po drodze” szumnie to brzmi. Trakt w kierunku Lwowa wygląda miejscami jak po moździerzowym ostrzale. Nawet kierowcy ciężarówek poddają się i jadą slalomem aby omijać zagłębienia w terenie. Jedyne co nas cieszy to, czym bliżej granicy, powoli zmieniająca się na lepsze pogoda.
Odprawa jak na przejściu w Korczowej przebiega sprawnie. Celnicy ukraińscy jedynie zaciekawili się zawiniątkiem w moim koszu, które mogło przypominać lufę karabinu. Całe szczęście znaleźli zapasowy wałek napędowy na kosz. Interesowali się też mocno nożami. Warto pamiętać aby nie był wielkości bagnetu bo może być problem. Na granicy, po stronie ukraińskiej, byliśmy świadkami pomysłowości miejscowych „mrówek” przewożących alkohol i papierosy.
Po dwóch tygodniach podróży znów jesteśmy w Polsce. Drogi, które by nie były, wydają nam się równe jak stół. Jedynie ceny paliw trochę wyższe. Jest dość wcześnie więc udajemy się w kierunku gościnnych progów Kozichwosta.

004

Ddojeżdżamy zmęczeni ale bardzo zadowoleni ze spotkania z Oksaną, Yurko i Maksymem oraz pełni wrażeń po zwiedzeniu wielu ciekawych miejsc. Myślę, że jeszcze tam wrócimy bo i tak wszystkich atrakcji Krymu nie udało nam się zobaczyć.

004

 

auor relacji – Galar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top
Translate »